Niepodległa
Kultura i Historia
Małgorzata Kozicz

„Bez emocji” o roku 1938: Historycy z Litwy i Polski dekonstruują tematy tabu

Rozmawiać z dystansem o tych kartach historii polsko-litewskiej, które do tej pory były tematem tabu? Można - historycy obu krajów dowiedli tego już przed rokiem, kiedy na zaproszenie Instytutu Polskiego w Wilnie dyskutowali "Bez emocji" o Józefie Piłsudskim. W tym roku Instytut zaproponował kontynuację projektu w nieco innej formie - w Bibliotece Narodowej im. Martynasa Mažvydasa odbył się panel dyskusyjny z udziałem historyków polskich i litewskich, poświęcony 80. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych, i poprzedzającym je dwudziestu latom konfliktu Polski i Litwy. Moderatorami dyskusji byli przedstawiciele młodej generacji historyków i politologów - Dominik Wilczewski i Simonas Jazavita, którzy przygotowali także wystawę odpowiadającą tematowi debaty.

Dlaczego w ciągu dwudziestu lat po odzyskaniu przez oba kraje niepodległości między Litwą i Polską trwał de facto stan zimnej wojny? Jaka sytuacja międzynarodowa i wewnętrzna towarzyszyła tym sporom? Jakie były koncepcje współistnienia i które postacie odegrały znaczące role w tym całym procesie? Podczas blisko dwugodzinnej dyskusji poruszono wiele wątków, na zakończenie i tak przyznając, że tematów starczyłoby na kolejny panel.

„Konflikt polsko-litewski nie był czymś nadzwyczajnym. W tym czasie Europie się gotowało. Narody się tworzyły, zrywały więzy łączące je z innymi narodami, konflikty narodowościowe wraz z rozpadem imperiów przeradzały się w konflikty międzypaństwowe. Konflikt polsko-litewski wyróżniał się jednak specyfiką, intensywnością, tym, że tak długo nie udało się znaleźć poprawnej formy kompromisu. Proponowałbym spojrzeć na spór polsko-litewski nie tylko w kontekście tego, co się działo w 20-leciu międzywojennym, tylko w ogóle na relacje polsko-litewskie od końca XIX wieku, do pierwszej połowy XX, kiedy to wydawało się, że zostały włożone do sowieckiej zamrażarki i pozostały w przeszłości” – zaznaczył na początku dyskusji dr hab. Krzysztof Buchowski z Uniwersytetu w Białymstoku.

„Wyobraźmy sobie męża i żonę, którzy żyją w rodzinie około 500-600 lat. W ciągu tak długiego pożycia rodzinnego nagromadza się wiele problemów, dochodzi się do pewnej granicy, kiedy te problemy stają się niemal nierozwiązywalne. Konflikt w dwudziestoleciu międzywojennym był zaledwie epizodem w naszej wielowiekowej wspólnej historii. Wypowiedzieliśmy wiele krytycznych uwag wobec siebie. Dziś dyskutujemy „Bez emocji”, ale wówczas w relacjach polsko-litewskich emocji nie brakowało, zarówno z jednej strony, jak i z drugiej. Wystarczy spojrzeć na karykatury w prasie, wypowiedzi polityków czy poufne doniesienia dyplomatyczne w latach 30-tych” – mówił dr Algimantas Kasparavičius z Instytutu Historii Litwy.

„Dzisiaj jednak powinniśmy zrozumieć, że był to irracjonalny okres naszych relacji, w którym szczególnie wyraźne są dwa punkty: rok 1920, kiedy wynika bezpośredni konflikt, i rok 1938, ultimatum. Przed nawiązaniem relacji dyplomatycznych znów przeżywamy wiele emocji, ale przypomnijmy – w tym samym czasie odbywa się wojna domowa w Hiszpanii, dopiero co został dokonany Anschluss, dojrzewa kryzys sudecki, chwieje się sama Liga Narodów – w całym tym zamieszaniu, drastycznie mówiąc, pęka ropniak naszych wzajemnych pretensji, i wreszcie wiosną 1938 nasze relacje zaczynają rozwijać się w trybie mniej więcej normalnym” – dodał Kasparavičius.

„Początek odzyskania niepodległości przez państwa w Europie Środkowej łączył się zawsze z dużą ilością konfliktów. Z polskiego punktu widzenia warto wspomnieć o bardzo krwawych walkach, jakie miały miejsce między Polakami i Ukraińcami we Lwowie w latach 1918-1919, albo konflikcie polsko-czeskim o Zaolzie. W przypadku Polski i Litwy sytuacja rzeczywiście była ciężka, ale postarajmy się spojrzeć na nią w porównaniu do innych państw granicznych” – zwrócił uwagę dr Paweł Libera, zastępca dyrektora Biura Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej, adiunkt w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk w Warszawie.

W opinii dr Jonasa Vaičenonisa z Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie, Litwa i Polska wybrały własne drogi do niepodległości po upadku powstania styczniowego.

„Właśnie w tym punkcie widzimy, że każdy z narodów wybiera różną wizję swojej przyszłości. I kiedy u schyłku I wojny światowej proklamujemy niepodległość, konstruujemy swoje państwa, Litwa i Polska mają różne punkty wyjścia. Mam na myśli bardzo ważny czynnik – wojsko i jego potęgę. Widzimy, z jaką siłą i jak szybko Polska potrafiła stworzyć swoje wojsko, które stanęło w obronie niepodległości i państwowości, jaką ilość generalicji z ogromnym doświadczeniem wtedy posiadała. Litwa tego wszystkiego nie miała. Nie mieliśmy oficerów, którzy mogliby dowodzić, którzy mogliby stworzyć wojsko broniące naszych interesów politycznych. Nie było to dla Litwy priorytetem, mimo że projekcje państwa litewskiego w XIX wieku zakładały granicę z Ukrainą i podwójnie większe od obecnego terytorium ciągnące się na południowy wschód. Nie mieliśmy jednak siły wojskowej dla realizacji tych projekcji” – stwierdził historyk wojskowości i dyplomacji.

Uczestnicy dyskusji wiele uwagi poświęcili postaciom dwudziestolecia międzywojennego – politykom i dyplomatom, którzy w tamtym okresie mieli wpływ na kształt relacji polsko-litewskich. Byli to między innymi ministrowie spraw zagranicznych Józef Beck i Stasys Lozoraitis, wieloletni nieoficjalny przedstawiciel Polski w Litwie Kowieńskiej Tadeusz Katelbach, płk Kazys Škirpa, który był przeciwny przyjęciu polskiego ultimatum, a następnie został pierwszym litewskim posłem w II RP. To także kolejny litewski poseł Jurgis Šaulys, sygnatarius Aktu Niepodległości Litwy, i oczywiście przywódcy państw – Antanas Smetona i Józef Piłsudski.

„Nie ulega wątpliwości, że najważniejszym kreatorem polskiej polityki zagranicznej był Józef Piłsudski. Do Litwy miał stosunek bardzo specyficzny – między bajki można włożyć stwierdzenie, że był krwiożerczo wobec niej nastawiony. Był człowiekiem pod wieloma względami myślącym bardzo współcześnie, jego stosunek do Litwy był jednak anachroniczny, dziewiętnastowieczny. Nie dopuszczał on do siebie myśli, że Litwa może być po prostu oddzielona. Nigdy nie porzucił myśli, że z Litwą to się może udać – jak nie teraz, to później, jak nie z tymi, to z innymi ludźmi, unia z Litwą będzie odnowiona, bo jest to ważniejsze niż kłótnie. Wierzył w to, chociaż pewnie instynkt polityka XX wieku podpowiadał mu inne rozwiązania, czego dowodził zresztą niejednokrotnie stawiając Litwie twarde warunki” – mówił dr Buchowski.

Jak stwierdził, „Piłsudski chronił Litwę ile mógł przed takimi ludźmi jak Beck”.

„Dopóki żył Piłsudski. z polskiej strony Litwie nic nie groziło. Może to stwierdzenie bardzo odważne, zauważmy jednak, co się dzieje po śmierci Piłsudskiego. Beck pozbawiony jakiegokolwiek sentymentu i zrozumienia sprawy polsko-litewskiej eskaluje napięcie. Doprowadził do nawiązania relacji dyplomatycznych w 1938 roku, uważał to za swój sukces, ale czy to na pewno był testament Piłsudskiego, czy marszałek zrobiłby to w taki sposób, tu wątpię” – rozważał historyk.

Dr Paweł Libera przypomniał, że Piłsudski podejmował wiele prób nawiązania relacji z Litwą, na przykład w grudniu 1926 roku z jego polecenia do Kowna pojechał wybitny ukraiński polityk Roman Smal-Stocki, który miał prowadzić negocjacje z Litwinami.

„Z kolei od roku 1927 do 1930 specjalnie wydzielona komórka wywiadu polskiego podejmuje serię 12 akcji propagandowych na Litwę. Główny Sztab Polski drukuje ulotki w języku litewskim w dużym nakładzie rozpowszechnia je po całej Litwie. Celem było pokazanie ówczesnym mieszkańcom Litwy, że jest pewna grupa Litwinów, która pragnie porozumienia z Polską – w przeciwieństwie do ówczesnych władz. W tych wszystkich działaniach, które rozważał Piłsudski, była tylko jedna granica – nie powinno dojść do konfliktu zbrojnego i rozlewu krwi” – podkreślił Libera.

Misję Tadeusza Katelbacha na Litwie kowieńskiej historycy określili jako nieudaną.

„Misja nie mogła się powieść. Katelbach uchodził za eksperta spraw litewskich, całkowicie jednak niesłusznie. Zetknął się ze sprawą litewską na przełomie lat 1918-1919, kiedy trafił na Suwalszczyznę.
Stworzył sobie pewien obraz takich Litwinów którzy nic nie rozumieją, i trzeba ich trochę popchnąć, żeby zaznali dobra u boku Polski. Jego raporty kreowały obraz nieprawdziwy, że Litwini już-już są gotowi do nawiązania relacji. W Warszawie chciano w to wierzyć, tym większe było później rozczarowanie” – opowiadał dr Krzysztof Buchowski.

Z kolei Algimantas Kasparavičius przywołał postać Stasysa Lozoraitisa, młodego ambitnego dyplomaty, który po zrobieniu błyskawicznej kariery i zostaniu ministrem spraw zagranicznych próbował zweryfikować litewską doktrynę polityki zagranicznej. Twierdził, że dotychczasowa polityka Litwy, w której Moskwa i Berlin byli uważani za domniemanych sojuszników, nie doprowadzi do sukcesu.

„W 1935 roku Lozoraitis wysnuł karkołomną tezę, że cała Europa zmierza w kierunku globalnego pokoju i Litwa ze swoimi nierozwiązanymi relacjami sąsiedzkimi będzie wyglądała niekorzystnie na tle tej pokojowej Europy. Jednym z jego pomysłów było doprowadzenie do wymiany terytorialnej z Polską w kwestii Druskiennik i Sejn, wynegocjowanie szerokiej autonomii dla Litwinów na Wileńszczyźnie i zapomnienie o całej sprawie. Antanas Smetona, któremu zaproponował takie rozwiązanie, odniósł się do niego sceptycznie – jaka korzyść dla Litwy wyniknie z pokoju z Polską, skoro zamiast jednego wroga zyska dwóch kolejnych – wrogów Polski Rosję i Niemcy. Powiedział jednak – próbuj, może się uda” – relacjonował Kasparavičius.

Uczestnicy dyskusji przyznali, że w momencie nawiązania relacji dyplomatycznych nie mogło już dojść do dalszego rozwoju relacji polsko-litewskich, ponieważ było na to za późno.

„Z perspektywy Kowna czy Warszawy wzajemne wizyty, piekne gesty – to mogło ładnie wyglądać, było to jednak myślenie życzeniowe, a nie rzeczywistość. Wielka polityka działa się gdzie indziej, w 1938-1939 roku było już po wszystkim, losy Polski i Litwy były przesądzone, jak połowy Europy, a wręcz świata” – powiedział dr Buchowski.

Zdaniem dr Vaičenonisa, kluczowe znaczenie miały wydarzenia z marca 1939 – ultimatum Niemiec wobec Litwy w sprawie Kłajpedy. „Agresja Niemiec dała pewien impuls ciepła między społeczeństwami polskim i litewskim. Trzeba mówić nie tylko o wizycie dowódcy litewskich sił zbrojnych gen. Raštikisa w Warszawie, lecz o wielu innych sprawach. Na przykład mistrzostwa koszykówki w 1939 roku – w Kownie została zbudowana hala sportowa i pierwsze zawody zagrały tu polska i litewska drużyny koszykarskie kobiet czy turniej piłki nożnej w Warszawie. We wrześniu 1939 roku Litwa wykazuje się dobrą wolą i sprawną organizacją przyjmując tysiące polskich oficerów i obywateli. Powinniśmy zauważać takie rzeczy – starania zrobić przynajmniej tyle, ile można, w tej patowej sytuacji, z której wyjścia już nie było” – podsumował kowieński historyk.

Zorganizowane w piątek seminarium było elementem większego projektu poświęconego polsko-litewskim stosunkom dyplomatycznym w okresie międzywojennym, który realizuje Instytut Polski w Wilnie.

„Planujemy wydanie specjalnej polsko-litewskiej publikacji na temat 1938 roku. Do napisania zaprosiliśmy Simonasa Jazavitę i Dominika Wilczewskiego, czyli młode pokolenie politologów z Litwy i z Polski, po to, żeby bez żadnych uprzedzeń, żadnych emocji, stereotypów, powiedzieli o tym, o czym być może ich starsi koledzy jeszcze nie mówili. Obaj przedstawią perspektywę polską i perspektywę litewską” – zapowiada dyrektor Instytutu Polskiego Marcin Łapczyński.

„Kolejne seminarium, już w większej formie, planujemy na marzec przyszłego roku w Kownie. Zostanie ono połączone z odsłonięciem tablicy pamiątkowej na budynku byłego polskiego poselstwa w Kownie. Do tej pory taka tablica w Kownie się jeszcze nie pojawiła, mimo że na budynkach, w których mieściły się poselstwa Stanów Zjednoczonych, Szwajcarii, Węgier, Estonii, Łotwy takie tablice wiszą od dawna” – podkreśla Marcin Łapczyński.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!