Gospodarka
Ewelina Mokrzecka

Czy antyalkoholowa kampania zniszczy małe sklepy w rejonie wileńskim

Większość drobnych przedsiębiorców rezygnuje dzisiaj z prowadzenia sklepów w małych miejscowościach. Przyczyną jest zazwyczaj konkurencja ze strony dużych sieci handlowych. Zmiany do ustawy o kontroli alkoholu również nie wróżą przedsiębiorcom niczego dobrego.

Od nowego roku władze wprowadziły zmiany do ustawy o kontroli alkoholu. Napoje alkoholowe w dni robocze można nabyć tylko od godz. 10 do 20, a w niedzielę od godz. 10 do 15. Właścicielka sklepu wielobranżowego w Mejszagole, Maria Fedorowicz, mówi, że zmiany są pozytywne, ale dostrzega również negatywne skutki: ,,Ci co piją, będą pić wszystko, co mają pod ręką – leki, roztwory. Rano będą szukać, żeby się napić czegokolwiek. Nie wiem, czy to dobrze”.

Sprzedawczyni Iwona Regelska z Korwia twierdzi, że zmiany nie wróżą niczego dobrego, a czas pokaże, czy warto prowadzić mały sklep, gdzie mieszka niecałe 400 osób. ,,Jest ciężko. Latem bywa lepiej, bo w Korwiu mamy jezioro, więc jest więcej ludzi. Nie wiem czy warto utrzymywać ten sklep. Większość towaru,jaki kupują klienci, to jednak alkohol” – zaznacza.

Małe sklepiki borykają się również z konkurencją ze strony dużych sieci – Maxima, Iki czy Norfa, które jak grzyby po deszczu wyrastają w litewskich miasteczkach. ,,Staramy się mieć inny towar. Jest ciężko, Maxima jest zaraz obok, ale próbujemy, na razie na chleb udaje się zarobić’’ – mówi Maria Fedorowicz, która od 18 lat prowadzi sklep. Jak dodaje, państwo powinno zadbać o małych przedsiębiorców wprowadzając pewne ulgi, na przykład zakaz handlu w niedzielę przez duże markety. W ten sposób małe sklepiki mogłyby odrobić straty.

W prowadzeniu sklepu kobiecie pomaga wnuk Ernest, który tłumaczy, że wspólnie z babcią robią różnego rodzaju promocje i w ten sposób chcą przyciągnąć klientów. ,,Niestety takich promocji, jak Maxima nie zrobimy, ale jednak na mięso, mleko czy piwo czasem robimy’’ – wymienia. ,,Byłoby dobrze, żeby raz w tygodniu duże markety obowiązywałby zakaz handlu. Wówczas małe sklepiki, które teraz się zamykają odżyłyby. Sklepikarze nie mogą zarobić na opłaty” – ubolewa Maria Fedorowicz.

Nie każdy narzeka. Krzysztof Jankowski, który od ponad roku prowadzi sklep wspólnie ze szwagrem Edgarem Pieciunem, gdzie oferuje warzywa, owoce i słodycze, z wielką nadzieją spogląda na przyszłość. Bez względu na to, że sklep Maxima jest kilka metrów od niego, prowadzenie biznesu w małej miejscowości uważa za przyszłościowy interes. ,,Mamy inny asortyment niż Maxima. To są świeże ciasta, torty, które zamawiamy w piekarniach. Na przyszłość patrzymy z perspektywą. Miasto rozrasta się w stronę Mejszagoły. Ludzie sprzedają mieszkania i przenoszą się za miasto, gdzie kupują domy” – mówi młody przedsiębiorca, który już niebawem zaoferuje wyroby cukiernicze w Wilnie, na Benedikto Turgus.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!