Bezpieczeństwo
Małgorzata Kozicz

Wyciszkiewicz: Bez rozwiązania kwestii Krymu nie ma powrotu do normalności

"Kwestię aneksji Krymu należy stale przypominać. Przypominać rządom państw na Zachodzie, ale też w naszym regionie, Dopóki ta sprawa nie zostanie załatwiona, dopóty nie możemy mówić o normalizacji relacji z Federacją Rosyjską" - mówi w rozmowie z zw.lt Ernest Wyciszkiewicz, dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Wczoraj w Wilnie, a dzisiaj w Kownie odbywa się konferencja "Kwestia aneksji Krymu według prawa międzynarodowego".

Małgorzata Kozicz, zw.lt: Minęło pięć lat od aneksji Krymu. Społeczność międzynarodowa zdaje się coraz ciszej mówić o tym fakcie i nakłaniać Rosję do zmiany sytuacji.

Ernest Wyciszkiewicz: To prawda, na poziomie politycznym, na Zachodzie zwykle uwaga jest poświęcana Donbasowi. Porozumienia mińskie dotyczą Donbasu. Uważa się, że głównie tam można znaleźć dzisiaj jakieś polityczne rozwiązanie, chociaż to też jest trudne. Krym został trochę z boku. Wiemy, że za obecnego prezydenta Federacji Rosyjskiej jest nie do wyobrażenia, aby jakieś rozwiązanie polityczne było możliwe. Ale moim zdaniem to nie oznacza, że nie należy o tym rozmawiać. Krym jest o tyle istotny, że doszło tam do złamania bardzo fundamentalnej zasady prawa międzynarodowego, czyli do użycia siły w celu naruszenia integralności terytorialnej sąsiada, powrotu do pewnych praktyk z przeszłości, których myśleliśmy, że państwa nie będą już się dopuszczać. Toteż przypominanie tego – nawet jeżeli wiemy że politycznie wypchnięcie Rosji z Krymu jest dzisiaj niemożliwe – ma ogromne znaczenie, żeby przeciwdziałać pewnemu efektowi kaskady.

Jeżeli powiemy sobie – no dobra, stało się, trudno, idziemy dalej – to tworzymy bardzo niebezpieczny precedens, w którym inne kraje dostrzegą za chwilę: skoro taka jest reakcja społeczności międzynarodowej, to znaczy, że my też możemy zrobić to, co uważamy za słuszne. Narazimy się na kilka lat problemów, ale wcześniej czy później wspólnota uzna nasze działania. Zwłaszcza duże państwa mają tego rodzaju skłonności. Jest to efekt, któremu należy przeciwdziałać. Dlatego uważam, że kwestię aneksji Krymu należy stale przypominać. Przypominać rządom państw na Zachodzie, ale też w naszym regionie, Dopóki ta sprawa nie zostanie załatwiona, dopóty nie możemy mówić o normalizacji relacji z Federacją Rosyjską. Rosjanie też powinni wiedzieć, że jest to rzecz, bez której rozwiązania Rosja w najbliższych latach pozostanie swego rodzaju pariasem. Bez względu na próby niektórych państw zachodnich pewnego zbliżenia, nawiązania bliższych relacji gospodarczych, Krym musi cały czas tkwić w głowach decydentów jako element, bez którego rozwiązania nie ma powrotu do normalności.

Co jednak przykład aneksji Krymu mówi o skuteczności prawa międzynarodowego? Czy nie pokazuje, że siła – czy, w przypadku Rosji, bezczelność – ma większe znaczenie?

Gdybyśmy uznali, że prawo międzynarodowe działa tylko wtedy, kiedy powstrzymuje wszystkich przed popełnianiem przestępstw, zobaczylibyśmy, że żadne prawo w zasadzie nie działa. Mamy kodeks drogowy, a wiemy, że mnóstwo osób jeździ z prędkością większą, niż przewidują przepisy. Nie mówimy wtedy, że kodeks drogowy nie działa, tylko próbujemy ścigać ludzi, którzy łamią przepisy. Tu jest podobnie. Prawo międzynarodowe nie ma władzy nad państwami. To państwa postanawiają – uznajemy pewne reguły postępowania, staramy się ich trzymać. Jeśli dochodzi do łamania przepisów, nakłaniamy inne państwa, żeby tego nie robić, ale wciąż mamy do czynienia z równymi sobie państwami. Równymi oczywiście troche teoretycznie, ponieważ pięć państw Rady Bezpieczeństwa, które mają prawo weta, w tej hierarchii państw jest nieco wyżej. Stąd też problem z Krymem – jeżeli stały członek Rady Bezpieczeństwa popełnił tego rodzaju czyn, Organizacji Narodów Zjednoczonych jest bardzo trudno reagować.

Prawo międzynarodowe nie powstrzyma państw przed łamaniem prawa, nie ma takiej możliwości. Ono ma funckję prewencyjną, pokazuje innym państwom, że jeżeli popełnią tego rodzaju czyny, czekają je konsekwencje. Jedne państwa się tego nie przestraszą, ale inne pomyślą dwa razy, czy są gotowe do tego rodzaju działań. To, że mamy system sankcji nakładanych na Federację Rosjską, nie tylko za Krym – także za Donbas, za cyberataki, aferę Skripala, pokazuje, że owszem, nie możemy zmusić Rosji, żeby przestała to robić, mamy jednak narzędzia, które krok po kroku podwyższają koszta tych działań. Czy to jest skuteczne? W takim rozumieniu, że nagle zmienia politykę – nie. Ale nie ma takich instrumentów, musimy się z tym pogodzić. Nie ma światowej prokuratury, nie ma światowego rządu, który by mógł dyscyplinować państwa.

Czy Pana zdaniem sytuacja nie zostanie „poluzowana”? Europa jest zajęta swoimi kryzysami, poszczególne państwa chciałyby się wyłamać ze stosowania sankcji wobec Rosji. Pojawiają się inne precedensy, jak wspomniane przez Pana podczas konferencji uznanie przez USA suwerenności Izraela nad Wzgórzami Golan. I jako skutek tych procesów naciski społeczności międzynarodowej wobec Rosji będą osłabiane?

Mamy tutaj bardzo różne stanowiska, nawet w ramach państw. Czasami dochodzą do władzy siły polityczne, na przykład we Włoszech, które wyraźnie starają się łagodzić wypowiedzi w stosunku do Rosji, sugerują, że może należy znosić sankcje albo je łagodzić. Ten problem jest od początku. Ale proszę też zauważyć, że Węgrzy, Austriacy, Włosi, którzy mówią głośno, że trzeba coś zrobić z sankcjami, kiedy przychodzi do głosowania co pół roku w Radzie Europejskiej, jakoś tej decyzji nie wprowadzają w życie. Na razie dla wielu państw europejskich Krym i Rosja są instrumentem w ich własnej polityce. Z perspektywy rządu włoskiego próby łagodzenia sankcji są instrumentem w rozmowach z Brukselą o budżecie, o bezpieczeństwie. Włosi tym grają, pokazując – jeżeli nie dostaniemy czegoś w innej dziedzinie, to zablokujemy sankcje. Rosja w tej sytuacji nie jest kimś, kto rozgrywa karty, tylko instrumentem nacisku na Brukselę, bo tam się dzieją rzeczy ważniejsze. Obecnie koszty wizerunkowe i polityczne proponowania zniesienia sankcji w Europie są zbyt wysokie i nikt nie jest w stanie tego otwarcie podnieść.

Oczywiście, może dojść do sytuacji, że w kilku państwach europejskich dojdą do władzy partie polityczne przyjaźnie nastawione w stosunku do Rosji i wtedy sytuacja może się odwrócić. Ryzyka na razie nie ma, ale nie ma też w Europie paliwa, żeby te sankcje wzmacniać. Wszyscy raczej wolą zachować ten obecny poziom. Tu jednak nadrabiają Amerykanie, którzy systematycznie zwiększają presję w ostatnich latach. Co też może wywoływać zaniepokojenie, ponieważ rozdzielenie sankcji europejskich i sankcji amerykańskich może doprowadzić do nieporozumień w przyszłości.

Dziś o aneksji Krymu rozmawiamy na Litwie. Nasze kraje – Litwa i Polska – zawsze dostrzegały wagę tych spraw. Czy dzisiaj sytuacja zagrożenia dla naszego regionu zmienia się w porównaniu z tym, co było pięć lat temu?

Pięć lat temu bardziej się obawialiśmy normalnej agresji militarnej, zwłaszcza państwa bałtyckie, z uwagi na mniejszość rosyjską w Estonii, Łotwie. Dzisiaj patrzymy na to inaczej. Zobaczyliśmy, że Rosja nie była w stanie przejąć Ukrainy, bo przecież plany miała o wiele szersze niż choćby Donbas, który jest teraz dla Rosji problemem raczej niż korzyścią. Toteż obecnie sądzę, że wszelkie konwencjonalne operacje wojskowe nie wchodzą dzisiaj w grę w stosunku do nas. Dlatego od paru lat mamy bardzo intensywną kampanię deziformacyjną, akcję propagandową, Rosjanie niezwykle aktywnie działają w cyberprzestrzeni, przenosząc to zagrożenie na inny poziom. Mniej dostrzegalny dla nas, natomiast niezwykle niebezpieczny, bo próbujący dzielić nasze społeczeństwa, tworzyć jakieś podziały wewnątrz państw czy między państwami członkowskimi. W tej materii Rosjanie osiągnęli pewną przewagę, przeznaczają wiele środków na oddziaływanie przez sieci społecznościowe czy internet. To jest coś, czego powinniśmy się bardziej obawiać niż ataku wojskowego. Powinniśmy myśleć, czy mamy narzędzia zapobiegania tego rodzaju rosyjskim aktywnościom. Zresztą na Litwie powstało świetne narzędzie identyfikujące trolli i fałszywe konta, da się więc to wykonać przy pewnym nakładzie pracy.

W czwartek w Bibliotece Narodowej im. Mažvydasa w Wilnie odbyła się dyskusja pt. „Kwestia aneksji Krymu według prawa międzynarodowego”. W spotkaniu wzięli udział: prof. Dagmar Richter, z Uniwersytetu w Saarbrucken w Niemczech, prof. Władysław Czapliński z Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, dr Šarūnas Liekis, dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dyplomacji Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie, dr Ernest Wyciszkiewicz, dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Dyskusję moderował doc. dr Andrzej Pukszto, kierownik Katedry Politologii Wydziału Nauk Politycznych i Dyplomacji Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie. Dzisiaj podobna dyskusja odbędzie się na Uniwersytecie Witolda Wielkiego w Kownie. Uczestnicy dyskusji zastanawiają się między innymi, jakie są prawne możliwości rozwiązania kwestii anekcji Krymu, co może w tej kwestii prawo międzynarodowe, a czego nie należy od niego oczekiwać, czy możliwy jest ład międzynarodowy bez przestrzegania tego prawa.
Organizatorzy: Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, Uniwersytet Witolda Wielkiego w Kownie.

Partnerzy: Ambasada RP w Wilnie, Instytut Polski w Wilnie, Wileński Instytut Analiz Politycznych, Litewska Narodowa Biblioteka im. Martynasa Mažvydasa.

Tagi:

Więcej informacji
Radio Znad Wilii


Radio ZW FUN


Radar Wileński – Poinformuj nas!